Udał nam się
wrzesień w tym roku. Ciepło, słonecznie, intensywnie... Urodzaj śliwek i piątek
w dzienniku.
A dzisiaj
widziałam kolejny dom, w którym mogłabym zamieszkać. Oczy mi rozbłysły,
wyobraźnia zaczęła pracować. W wyimaginowanym ogrodzie, mieszczącym się na pięknej,
ale prawie pustej działce, biegał wyimaginowany pies. Rosły też wyimaginowane klony i
brzozy, stała huśtawka i domek do zabawy. Kiedy jednak poddałam wymarzony i
całkiem autentyczny dom dokładniejszym oględzinom, odkryłam, że w starych
pięknych balach już mieszkają korniki. Duże, wielopokoleniowe rodziny. Takie z
praprababcią i ciotecznym wujkiem szwagra siostry.
No cóż...
Kiedyś znajdę dla nas dom... I nawet będzie nas na niego stać:)
To był ostatni dzień sierpnia.

:)