piątek, 18 września 2020

Wspomnienie

Jest miasto, jest i biblioteka. W dodatku drewniana. Od czegoś trzeba zacząć  -  myślałam. A może i nie myślałam, tylko bezwiednie skierowałam swe kroki  do biblioteki, zaraz po przeprowadzce. Owionął mnie zwykły zapaszek starych książek. Otuliła cisza. Bibliotekarka w skupieniu założyła mi kartę. A potem minęło trochę czasu i trafiłam na pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klub Książki. W niedużej salce przy wspólnym stole spotkały się czytelniczki - ciche, pogodne. Z czasem przekonałam się, że w ich głowach mieszczą się ogromne  mapy myśli, dotyczące literatury krajowej i światowej, poskładane tematyczne, podkreślane wiele razy, poprawiane ołówkiem, wycierane gumką, wszystkie w wersji papierowej. Rozmawiałyśmy o wybranej książce. W prowadzącej widziałam elfa, który uchował się gdzieś w tych pachnących kurzem i baśnią korytarzach. Na stole paliła się świeczka, przez okno wpadało nadnarwiańskie powietrze zaprawione smogiem. Każda z nas po kolei dzieliła się wrażeniami po przeczytaniu dzieła, potem wywiązała się dyskusja.  A jeszcze potem były kolejne spotkania. Co miesiąc po pracy, zamiast do domu, szłam do zacisznej salki w bibliotece.  Kawa była już przygotowana, paliła się świeczka, kusiły ciasteczka. Na nasze spotkania zaczęły przychodzić nowe osoby. Kilka razy pojawił się chłopak z Ukrainy, nosił skórzaną kurtkę i miał mroczne spojrzenie Domogarowa (albo Bohuna, jak kto woli). Ze dwa razy wpadł dziennikarz z aparatem. Sfotografował nas i poszedł. Podobno  wiceprezydent miasta pofatygował się na jedno ze spotkań, ale mnie wtedy nie było. Przyszedł też starszy pan w kraciastej koszuli.  Miał ujmujący uśmiech i nazwał nas... czarownicami. Słuchał  z uwagą i powiedział, że jesteśmy bardzo mądre i przyjemnie mu się słucha.  Uczestniczył też w kolejnych spotkaniach. Zawsze niezwykle skromny, zabierał głos na końcu, dzieląc się swoją refleksją z czarownicami. Miał pomysł, aby założyć Klub Czarownic, takich znad Narwi. 

Narew ma wiele dzieci. Wśród nich są elfy, czarownice, poeci... Starszy pan był znanym poetą, synem rzeki. Kochał ją niezmiernie, oglądał codziennie, pisał o niej.

Ja, przybysz, nietutejsza, też pochodzę znad Narwi. Miasto od początku nie było mi całkiem obce, bo znałam tu rzekę. Ona jak nić błękitna wiąże losy swych dzieci. Jej chłodne wody opływają nam serca, przenikają oczy, żebyśmy się mogli odnaleźć.

Poeta Tadeusz Machnowski  był m.in. współtwórcą Grupy Literackiej "Narew", członkiem Związku Literatów Polskich. Opublikował  14 tomów wierszy i 2 tomy opowiadań. Jego utwory  można znaleźć  w wielu almanachach poetyckich, na łamach czasopism regionalnych i ogólnokrajowych.

Był także uczestnikiem spotkań Dyskusyjnego Klubu Książki. Towarzyszył nam podczas rozmów o książkach. Umilał czas swym uśmiechem i słowem. Niedawno nas opuścił i już nie przyjdzie.

Zmarł we Wrocławiu nad Odrą. Tam został pochowany. 

Tak kochał Narew...

Podobno słyszano, jak rzeka rzece szepty słała.

 Rzeka rzece jest siostrą.








 

20 komentarzy:

  1. Narew jest równie piękna jak Odra.
    Pójdę nad Odrę i posłucham o Tadeuszu Machnowskim, poczytam także jego wiersze.
    Piękne wspomnienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Maniu. Miałam do Ciebie o tym napisać, ale przegapiłam odpowiedni moment:)
      Buziaki:*

      Usuń
  2. Każdy ma swoją rzekę, Narew miała po drodze żeby opowiedzieć o swoim poecie Wiśle. Może gdybym gdzieś dalej, z dala od miejskiego zgiełku posłuchała szeptów najbliższej mi rzeki, usłyszałabym strofy pana Tadeusza?
    Pięknie opisane wspomnienie, a takie spotkania są niezwykle cenne, bo fascynacja książkami chyba zamiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno byś usłyszała. To poeta natury. Taki od świętego Franciszka. Niezwykle pogodny, zawsze uśmiechnięty człowiek. Codziennie chodził nad rzekę. O niej pisał. I pewnie dla niej.
      Spotkania są ciekawe. Tak jak w Kurniku, gdy dziewczyny piszą o książkach i nie tylko:)

      Usuń
  3. Kochana, liryczna Kalipso...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity tekst. Taki... do przytulenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. JAk zwykle Twoje pisanie bierze za serce! zagladnelam do google'a by zobaczyc poete, i trafilam na jego zdjecie w kracistej koszuli.
    Smutno ale poznalas tego niezwyklego Czlowieka i pozostawil w Tobie piekne wspomnieia. Sciskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On cały czas przychodził w takich kraciastych koszulach. Bardzo skromny, taki normalny...
      Żałuję, że ani jednego z tych naszych spotkań nie poświęciłyśmy właśnie jemu, wtedy, gdy z nami był.
      Ściskam, Grażynko:)

      Usuń
  6. Jak ladnie. i na obrazkach i w tekscie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Chodzę czasem na spacery nad Narew. Cicho tam i spokojnie, Czasem tylko można spotkać wędkarza albo spieszącego się biegacza.

      Usuń
  7. Bożena Ruszkiewicz20 września 2020 21:19

    Cudownie niezwykły tekst. Czułam obecność pana Tadeusza. Myślę że od tego powinniśmy zacząć spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak pięknie wspominasz tych którzy odeszli . Rozmarzyłam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wika:) Jak już ktoś odchodzi, to przychodzi refleksja, że można było napisać o nim wcześniej.

      Usuń
  9. Ładne wspomnienia, warte zatrzymania. Nie zawsze możemy znaleźć się w przyjaznej grupie, w której nadajemy na tych samych falach, nie musimy się spinać, ukrywać odczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. A przecież każdy z nas potrzebuje pobyć w takim przyjaznym towarzystwie.

      Usuń
  10. Żeby to była książka, to bym się z nią nie rozstawała. Ciepło, cudnie, klimatyczne, lirycznie ... ♥ Renatko kochana, zacznij pisać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ti, ti:) Stęskniłam się za Tobą:)
      Dziękuję:*

      Usuń