wtorek, 1 września 2020

Smutki jesienne, pies z kotem, Wodziłki

 Zostałam opluta jadem. I nawet mnie to mocno nie dotknęło, bo przecież tak bywa. Zdarzyło mi się już tego doświadczyć, przeżywali to inni. Dlaczego życie miałoby mnie oszczędzić? Nie stałam się dzięki temu silniejsza. Słabsza chyba też nie, bo nie mogę pozwolić sobie na bycie słabszą.

Potem zostałam oblana kubłem zimnej wody. Lodowata to woda, z ostrymi igiełkami. Do tej pory ogrzać się nie mogę.  Cały czas chciałam wierzyć, że wystarczy być uczciwym, że przyzwoitym trzeba być. No trzeba przecież, trzeba.

Ręce mi tak opadły, że nie mam siły chwytać wiatru w żagle.  Nawet łzy popłynęły. To tak potrwa chwilę.

W ogrodzie i w domu czuć jesienną wilgoć. Jeszcze trochę i stary Singer zakwitnie. Do domu wciskają się pająki. Myszy też pewnie próbują. Coraz częściej widzę ropuchę, która mieszka pod tarasem.

Trzeba powoli opróżnić basen, wystawiony na lato dla dzieciaków. Chyba już w tym roku nikt  w nim nie będzie pływał.

Ćma bukszpanowa zżera mi moje dwa bukszpany. Ukryłam je w kącie, myślałam, że nie zauważy. Na próżno.

Dzieciaki szczęśliwe wróciły do szkoły. Mnie onieśmielają maski ochronne i wszechobecne płyny do dezynfekcji. Najchętniej zwinęłabym się jak ślimak i poczekała w swoim domku na lepszy czas.

Kochani, zaczęłam zabawę w Instagram. Nie bardzo umiem:) Moje konto instagramowe nie łączy się z fb - to celowe. Jeśli macie ochotę pooglądać zdjęcia, które wstawiam, zapraszam. Wystarczy kliknąć tę czarno-białą ikonkę po prawej stronie.

A żeby zapomnieć o smutkach i smuteczkach pokażę Wam pieseczka i koteczka.



 A teraz miejsce, o który pięknie napisała Arteńka - http://cudartenka.blogspot.com/2020/08/wodziki-kawaek-rosji-nad-szeszupa.html

Tam czas się zatrzymał, naprawdę. Chodząc po Wodziłkach, brodzimy w tym zatrzymanym, zagęszczonym czasie. 



















22 komentarze:

  1. Przytulam do obfitego memłona i ogrzewam skutki zimnej wody, a jad niech spłynie razem z nią. Jesteś silna i dasz radę, a że ciężko, na to nie umiem poradzić.
    Pięknie uwieczniłaś zatrzymany czas, chciało by się przytulić do nagrzanej słońcem, drewnianej ściany domku z ganeczkiem i odlecieć na chwilę sielską, chociaż wiemy, że tam życie łatwe nie było.
    Trzymaj się Kochana, że tak zakończę banalnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obejrzałam zdjęcia, ale żądają zalogowania, a ja tam nie jestem. Zapomniałam napisać, że rozczuliło mnie zdjęcie pieska z kotkiem i ciągle mam wrażenie, że psinka nie jest prawdziwa.:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo kochana, miło przytulić się do Twojego memłona. Od razu lepiej. Ściskam:*
      A psina to takie cudowne stworzenie:)

      Usuń
  3. Ojej zasmucilam sie, mam tylko nadzieje, ze z czasem przejdzie, ze tylko bedzie gdzies tam daleko w niechcianej pamieci a zycie potoczy sie dalej pieknie dla Ciebie, bo przeciez jestes wspanialym czlowiekiem , ja to wiem!!!! sciskam mocno

    Bylas w Wodzilkach! i to duzo dokladniej je zeszlas! ile ciekawych zdjec zrobilas. W nas pozostala ochota na powrot w tamte strony by postarac sie bardziej zglebic zycie w tak trudnych warunkach. Podobno mieszka i zyje tam jeszcze kilka rodzin! Starowiercy przestrzegaja podobno jeszcze swoich surowych odwiecznych zasad.
    Pozdrawiam cala rodzinke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzalam na Instagram, zalogowalam sie przez facebook, poogladalam Twoje zdjecia z Suwalszczyzny, zaluje, ze nie zatrzymalysmy sie w Suwalkach, w muzeum Marii Konopnickiej.W Dowspudzie bylysmy, palac Paca .niewiele pozostalo...

      Usuń
    2. Jesteście takie kochane, że od razu lepiej się poczułam. Przejdzie, minie. Ja wiem.
      Starowiercy jeszcze modlą się w tej swojej małej świątyńce. Szkoda, że była zamknięta. Taka cisza w tej wiosce panuje przejmująca. A w muzeum Konopnickiej niewiele tak naprawdę jest do oglądania. W ogrodzie można poszukać krasnoludków i gęsi, pograć w stare gry. np. poturlać fajerkę.
      Ściskam również:*

      Usuń
  4. Fajowsko że zwierzaczki tak bardzo do siebie przystają!

    Co do jadu i kubłów zimnej wody to niestety życie bardzo gorzkie bywa, na szczęście i słodyczy w nim sporo. Ja tak samo jak Ewa utulam Cię na coraz obfitszym memłonie:* I życzę aby przyszła teraz kolej na słodycz życia :)
    Zdjęcia z Wodziłek niektóre sielskie, jednak na niektórych czas tak mlaszcze, że aż echo niesie! Nienażarty ten czas wystarczy stracić czujność i zaniedbać, a on pochłania.

    Życzę także, aby ten lepszy czas nadszedł jak najszybciej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten lepszy szybko przyleci i nie będzie mlaskał:)
      I ja przytulam coraz mniej obfitym memłonem:*

      Usuń
  5. Tak pięknie dziewczyny,napisały,że jak tylko przytaknę. Zawsze musi znaleźć się coś co nam nie daje zapomnieć o goryczy życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Ja zazwyczaj nie uzewnętrzniam się na blogu aż tak, ale chyba mi się ulało.

      Usuń
  6. Piesio malutki, czyzby mniejszy od kotka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjdzie lepszy, Kalipso, przyjdzie na pewno - posłuchaj mnie, starej kobiety. Wiem na pewno, że przyjdzie i to całkiem niedługo.
    Pies z kotem to, normalnie, nie mam słów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Ty wiecznie młoda kobieto:* Artyści się nie starzeją. Wszystkie bym Was dzisiaj mocno uściskała.
      Kot to młodzieniec spokojny, ułożony, ale psina to taki dzieciak, sama radość i oddanie:)

      Usuń
  8. Szkoda takich wioseczek, że coraz mniej ludzi tam mieszka. Melancholia snuje się po nich jak jesienna mgła, grubą warstwą.
    Czy już Ci lepiej ? Po tych tuleniach do wielu memłonów, lepiej być musi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I chciałoby się zajrzeć do tych chatek, pod ten kożuch melancholii.
      Memłony mięciutkie ukoiły smutki. Lepiej. Dzięki, Agniecha:*

      Usuń
  9. Niech smutki przeminą do jesieni (bo przecież jeszcze lato).
    A pies z kotem niech w tym przemijaniu smutków niech pomogą. Już samo patrzenie na stworki pozwala na uśmiech.
    Wodziłki - że też jeszcze istnieją takie miejsca. Trzeba będzie tam pojechac jeszcze raz, może na wiosnę, gdy sady i łąki zakwitną. Taka wiosenna przyroda jest lekiem na wszelkie złe dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artenko, te stworzenia to ogromna pociecha. Psina kruszyna aż piszczy z radości, jak wracamy do domu. Kocina łaskawie nadstawia grzbiet do długiego głaskania.
      Jak pojedziesz na wiosnę, a raczej pojedziecie, dowiedz się, kiedy otwierają świątynkę. A może gdzieś tam się spotkamy...
      Ściskam mocno*

      Usuń
  10. Oj, dopiero teraz dotarłam do Ciebie. Kiepsko mi idzie odwiedzanie blogów ostatnimi czasy. I takie czytam niemiłe historie. Wiem, jak to jest. Ech...ludzie. I tak jak piszesz, ani to nie daje siły, ani na słabość nie ma miejsca. U mnie takie wydarzenia sprawiły zamknięcie się, zwiększyłam dystans między sobą a resztą świata. Co na głowę też mi dobrze nie porobiło. Ale co zrobić, resztki zaufania runęły i nijak się nie odbudowały. Ale jakoś trza z tym żyć, czasem udawać hardą, zajebistą i w ogóle ;) Ale jesień to czas odnowy, spokoju, poukładania nowego porządku... I nie dawania się smutom. A na instagramie mam Cię ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie daję, ale na pewne sprawy oraz ludzi też się zamykam. Szkoda czasu. No i te jesienne porządki:) Czas się przyzwyczaić, że już jesień...
      Ściskam mocno:*

      Usuń
  11. Oj, biedna :) Współczuję łez, kubła zimnej wody i jadu.
    Gdybym mogła, podałabym Ci ciepły kocyk, byś osuszyła swe skrzydła i pofrunęła dalej. Ale w sumie nie muszę, masz kochane zwierzaki, one ogrzeją, przytulą, pocieszą. Oby było już lepiej, Kalipso!
    Bardzo Ci tego życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana:* Jest lepiej, bo przecież musi być lepiej:)
      Czuje te wirtualne, ciepłe podmuchy, które osuszają mi skrzydła.
      Ściskam mocno!

      Usuń