środa, 12 lutego 2020

Sabina, Amelia i jedyny w tym roku śnieg


Wczoraj zostałam sama w domu. Wicher wył i miałam wrażenie, że po domu hula wiatr. Położyłam się pod kocem i zasnęłam z kotem pod stopami. Obudził mnie łomot za oknem. To orkan Sabina łobuzował. Zginał wątłe drzewka do samej ziemi. W myślach opisałam jedno piękne wspomnienie. Postawiłam kropkę – w myślach. I wtedy coś zadudniło, a z kościoła doleciała mnie odegrana na organach melodia „Roty”. Musiała ją przynieść Sabina, bo normalnie nie słyszę muzyki z kościoła. Wstałam, bo zimno było pod kocem, a kot grzał za słabo. I wtedy zobaczyłam uchylone okno. To cud, że wiatr je oszczędził. Wziął sobie za to moje całkowicie opisane w myślach wspomnienie. Z kropką.
Pozostał mi jeszcze mój samotnie spędzony czas. Nie robiłam nic. Patrzyłam tylko na rozbujane przez wietrzysko gałęzie i zeszłoroczne kwiaty. Przypomniała mi się Amelia. Mieszkała w starym domku, daleko przed wojną zbudowanym, wrosłym w ziemię. W jej ogrodzie był gąszcz czerwonych róż. Chyba nikt ich nie przycinał. Gałęzie miały gęsto splątane i pełne kolców. Róże z baśni o śpiącej królewnie. Rosły tam też białe bzy, najpiękniejsze w całej wsi. U nas były liliowe. Spytałam kiedyś Amelię, czy mogę tych bzów nałamać. Popatrzyła surowo swoimi załzawionymi oczami i powiedziała, że mogę, ale tylko dla Matki Boskiej Majowej. Nałamałam więc tych gałązek z niechęcią i zastanawiałam się, co z nimi zrobić. Chciałam je mieć dla siebie. No i jak tu znaleźć Matkę Boską Majową? W kościele? Na łące? W lesie?
Amelia nosiła chustkę na głowie, ale nie wiązała jej pod brodą, tylko taki jakby turban robiła. W jej uszach połyskiwały cygańskie kolczyki. Skąd wzięła cygańskie kolczyki? Chciałam takie mieć. Skąd wzięła? Od Cyganów, którzy jeździli wtedy po wsiach. Wróżyli, handlowali i kradli. Sprzedawali pierścionki z tombaku i przekonywali, że to złoto. Wymieniali ten tombak na złoto prawdziwe. Kobiety wierzyły w cygańskie bajki. Oddawały swoje pierścionki zaręczynowe w zamian za duże, błyszczące pierścienie, które błyszczały jakiś czas, a potem ciemniały. Wierzyły we wróżby, pięknie im się wszystko zgadzało w opowieściach posępnych czarodziejek w kolorowych spódnicach.
Moje dzieci są z pokolenia tik-toka, a ja pamiętam Cyganów, którzy wróżyli i kury kradli.
Amelia była szczupła, nosiła spodnie i kolorowe sweterki. Perfumowała się na większe okazje, takie jak kółko różańcowe. Jej rówieśnice były tęgie i zakładały szerokie spódnice. Stawiały nogi szeroko i opierały ręce o brzuch. Siadały na ławkach i rozmawiały na tematy egzystencjalne. Codziennie, na starych ławkach, w cieniu bzów. Były bardzo stare. Amelia rzadko z nimi przesiadywała, ale bywała w towarzystwie, odwiedzała sąsiadki. Kiedyś też ją odwiedziłam, z babcią. Ucieszyła się bardzo i wcisnęła mi do ręki gorącą bułkę z dżemem. Jej domek to był norka krecia. Nawet wtedy wydawał się malutki. Było w nim jednak przytulnie i ciepło.
Nie pamiętam, kiedy umarła, ale na pewno to było dawno. Przyjechał spadkobierca, zburzył chatkę. Róże też umarły. Szybko postawiono nowy dom. Do tej pory nikt w nim nie zamieszkał. Oplata go chmiel, wciska się do środka.
Nikt już nie pamięta o Amelii. Może te resztki białego bzu, rosnącego na chwałę Matki Boskiej Majowej...

A taki nam śnieg spadł. Zdjęcia zrobiłam w nocy, bo rano nie miałabym czego fotografować. Tylko trawę zieloną.







22 komentarze:

  1. BArdzo lubie Twoje pisanie, ale Ty cos nam skapisz słów , Sabina, Amelia..snieg...i cale szczescie, ze mialas dom tylko dla siebie, bo mamy Twoj nastepny tekst. Pozdrawiam i moze znowu kiedys dom bedzie tylko Twoj

    OdpowiedzUsuń
  2. Powtórzę po Grażynie, lubię Twoje pisanie.
    Pamiętam Cyganów i ich tabor w mieście, kobiety proszące o coś dla dzieci, babcia dała im śliczny,(w moich dziecięcych oczach) troszkę pęknięty, dzbanuszek ze śmietaną.
    Zdjęcia nocnego śniegu magiczne jak przemijający, pełen róż ogród Aliny. Pisz częściej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Ja prawdziwego taboru nie widziałam, tylko takie złożone z aut osobowych.
      Będę częściej, przynajmniej przez ferie.

      Usuń
  3. Ty pamiętasz o Amelii Kalipso i dobrze, że pamiętasz Amelię z Różano-Bzowego Ogrodu, która nie miała w swoim otoczeniu "ludzi którzy znali Józefa", może kiedyś miała, ale za szybko pomarli...
    Hohoho samotnie spędzony czas, fajnie Ci się zaczęły ferie, mam nadzieję, że dasz radę odpocząć :) Wysłałaś dziewczynki na jakiś obóz?
    Fajnych ferii Ci życzę, a może uda Ci się coś jeszcze skrobnąć na blog, dla nas, stęsknionych twego pisania czytaczy :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam mało, jakieś obrazki, skraweczki. Ludzie pomarli, a z nimi prawie cała pamięć.
      Na pewno miała takich ludzi, znających Józefa:)
      Dziewczynki chodzą na półkolonie. Mają zajęcia plastyczne i są zadowolone.
      Co do pisania, myślę, że się uda:*

      Usuń
    2. Fajnie, że dziewczynki mają zorganizowany czas w czasie ferii, nie nudzą się, a Ty możesz zostać sama w domu :)

      Usuń
    3. Maria, było, minęło:) Wszystkie miałyśmy dobry czas dla siebie.

      Usuń
    4. Fajnie, że miałyście ten dobry czas dla siebie :)

      Usuń
  4. No i fajnie, troszkę sama ze sobą mogłaś pobyć, między innymi wierszami po to, by Amelię wspomnieć... a nie kusiło Cię, żeby dziewczynki na ten nocny śnieg zbudzić ? :)... pisałabyś częściej ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, mam wrażenie, że o niektórych ludziach to już tylko ja pamiętam.
      Oczywiście dziewczynki widziały jedyny w tym roku śnieg:)
      Będę częściej♥

      Usuń
  5. Pamiętam Cyganów, ale czy to były tabory? We wsi baby przestrzegały, że porywają dzieci (jakby swoich nie mieli). Ich obecność podszyta była dreszczykiem strachu.
    Śliczny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Hana:*
      Do nas przyjeżdżali mercedesami:)
      Własne dzieci z pewnością im wystarczyły. Teraz już tak nie jeżdżą po wioskach.

      Usuń
  6. Nie miałabym nic przeciwko jakiemuś porządnemu koncertowi na organach. Ciekawy podarek od Sabiny.

    Wróżby i wieszczby nam na nic. Równie dobrze można by położyć się pod rozgwieżdżonymi niebem i czekać na spadającą gwiazdę, która rzekomo spełnia życzenia. Przynajmniej niebo nas nie okradnie.

    Ty pamiętasz o Amelii. Żyje w Twoich opowieściach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki koncert niespodziewany zdarzył mi się ze dwa razy. Częściej słyszę grę sąsiada na perkusji:)
      Niebo nas nie okradnie, a nawet obdaruje. Wszystkie świecidełka niebieskie za darmo. Uwielbiam patrzeć na niebo.
      Tak, pamiętam. Pamiętam po prostu, skąd pochodzę.

      Usuń
  7. "Pamiętam po prostu, skąd pochodzę" - tak, właśnie to czuje się w Twoim pisaniu i, między innymi, te korzenie, czynią je tak unikatowymi.
    Kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te korzenie nas tworzą. Dlatego każdy z nas jest inny, unikatowy. Igomamo♥

      Usuń
  8. Zgoda, każdy z nas jest inny, ale Twoje pisanie jest unikatowe między innymi przez to, że tak głęboko czuć w nim właśnie te Twoje korzenie, kochana Kalipso :)

    OdpowiedzUsuń