Cała jestem z jesieni
Gdy na polach zbierali kukurydzę, wschodziły krwawe słońca. Ich blask rozpraszał szare mgły. Idąc do szkoły, nasiąkaliśmy poranną rosą. Ogrzewaliśmy powietrze oddechami.
Wieczorami zapalali lampy przy drodze.
- Idę zbierać kasztany – mówiłam do matki. Patrzyła na mnie bacznie i machała ręką.
Tamte jesienie miały słony smak lizawek dla krów. Szły do nas przez ubłocone kasztany, przez butwiejące liście, przez resztki zieloności, która najpiękniej kwitła na sukience pani od geografii. Braliśmy te liście do rąk i patrzyliśmy przez nie na niebo. Najwięcej kolorów miały klonowe. Wyglądały jak całe jesienne światy, jak abstrakcyjne obrazy Nachta. Wąchałam je, rozcierałam, uwalniałam żyłki. Przypominały drogi. Odchodziliśmy nimi do następnych jesieni. Każdy sam. Każdy swoją. Wtedy jeszcze nie chciałam się zgubić.
Tamte kasztany najdłużej nosiłam w kieszeni.
Tak malował Nacht
Tak maluje się mój ogród
Mario (https://echmarychachacotyrobisz.blogspot.com/), nie tak łatwo dotrzymać słowa, że codziennie coś napiszę;)

















